czwartek, 18 września 2014

Þórisjökull (Thorisjokull)


Þórisjökull

     Þórisjökull (Thórisjökull)- to ósmy pod względem wielkości lodowiec na Islandii. Znajduje się w zachodniej części kraju, od wschodniej strony sąsiaduje z lodowcem  Langjokull. Jego aktualna powierzchnia to około 25 km2.

    Þórisjökull to również wulkan, którego świetność kończy się wraz z ostatnim zlodowaceniem.  Wszędzie w okolicy możemy odnaleźć ślady jego erupcji. Na szczycie Þórisjökull, w miejscu stylu lodu ze skałami, widoczna jest różnokolorowa lawa.


Najnowsze badania pokazują, że lodowiec jest częścią systemu wulkanicznego Prestahnúkur  i znajdują się pod nim aktywne systemy kolumn magmowych.

 
     Lodowiec w najwyższym miejscu wznosi się na 1350 m n.p.m.  Jeszcze w XVIII w. Þórisjökull  był częścią  sąsiadującego z nim od wschodu lodowca Langjokull. Jak wszystkie islandzkie lodowce, od pewnego czasu w skutek globalnego ocieplenia, zmniejsza swoją wielkość. Najbardziej było  to zauważalne w ostatniej dekadzie gdzie w szybkim tempie zmniejszył swoją powierzchnie z 32 km2do 25 km2, i proces ten stale postępuje.












  
Wulkan, jak i okoliczne góry bezpośrednio sąsiadujące z nim (Haraldstindur, Kristinartindur, Litla-Bjornsfell, Stora-Bjornsfell) zbudowane są z tufu wulkanicznego zwanego palagonitem.
 W przeciwieństwie do obsydianu ,  palagonite zawiera w sobie więcej związanej wody, która została dodana w trakcie chłodzenia w środowisku bogatym w wodę. Na Islandii najczęstszym czynnikiem był lodowiec (choć w wypadku wyspy Surtsey oddziaływała woda morska). Występuje od barwy żółto-brązowej po czarną - w zależności od ilości żelaza w skale.





niedziela, 14 września 2014

Ptaki Islandii - cz.I

Rybitwa popielata (Sterna paradisaea) często jest widywana na islandzkim wybrzeżu.


Ptaki Islandii - cz.I

   Wędrując po Islandii bardziej się skupiam ( pewnie jak my wszyscy) na otaczających mnie widokach. I choć często obserwuję liczne tu ptaki, nie poświęcam im dość dużej uwagi mimo, że są nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu. Dlatego też w kilku małych odsłonach chciałbym chociaż skromnie wspomnieć o kilku gatunkach ptaków, jakie jesteśmy w stanie tu podejrzeć.W tej części przedstawię kilka gatunków występujących na islandzkim wybrzeżu.

Jest to ptak odbywający najdłuższe wędrówki .
   Rybitwa popielata (Sterna paradisaea) – jest to gatunek średniego, wędrownego ptaka wodnego z rodziny mewowatych. Zamieszkuje najdalsze północne krańce Eurazji i Ameryki Północnej, pas od Islandii przez Wyspy Brytyjskie, wybrzeża Francji, Niemiec, Polski i Beneluxu, Półwysep Skandynawski, przez Syberię po Cieśninę Beringa i dalej Aleuty, Amerykę Północną, osiągając na południu Kolumbię Brytyjską, a także Grenlandię. W Europie najbardziej wysunięte na południe lęgi znajdują się w południowo-zachodniej Francji. Zimuje na paku otaczającym Antarktydę. Jest to ptak odbywający najdłuższe wędrówki – trasa w jedną stronę może wynosić około 30 000 km.

Mewa brytyjska (Larus fuscus graellsii)



  Mewa brytyjska (Larus fuscus graellsii) ma bardziej ograniczony zasięg występowania niż inne mewy. Spotkać ją można w Islandii, na Wyspach Owczych, w Wielkiej Brytanii, na atlantyckich brzegach Francji i Półwyspu Iberyjskiego. Zimuje w południowo-zachodniej Europie i Afryce Zachodniej. Większość populacji brytyjskich zimuje na miejscu. Gniazduje na brzegach mórz, wielkich jezior lub w deltach. Zimuje na morzu. Na przelotach również spotykana w głębi lądu, kiedy to trzyma się głównie rzek. Mewa brytyjska jest wszystkożerna, jednak w jej menu przeważają drobne kręgowce wodne i lądowe oraz ich resztki. Może też wydziobywać jaja i wyjadać ich zawartość oraz porywać pisklęta innych ptaków. Sama potrafi jednak łowić małe ssaki.

Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus)

 Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus) – gatunek wędrownego ptaka z rodziny wydrzyków. Gnieździ się na wybrzeżach północnej Europie, Azji, i Ameryki.  W Europie można go spotkać na Islandii, w północnej części Wielkiej Brytanii, południowej Norwegii, na atlantyckich i bałtyckich wybrzeżach Skandynawii i na północy Rosji. Na naszym kontynencie jest zarazem najliczniej występującym wydrzykiem. Zimuje na otwartych wodach i wybrzeżach Atlantyku, Pacyfiku, najczęściej na południe od równika, docierając aż do południowych skrawków Afryki i Ameryki Południowej. Łowi ryby, lecz częściej bezczelnie porywa zdobycz innym ptakom, m.in. głuptakom, maskonurom, mewom i petrelom lub goni je aż te porzucą swoją ofiarę lub zwrócą ją z wola, by lżej lecieć.  Wybiera też jaja lub pisklęta z gniazd morskich ptaków oraz poluje na drobne ptactwo i gryzonie.

Nurzyk zwyczajny ( Uria aalge aalge )

  Nurzyk zwyczajny (Uria aalge) – to gatunek dużego ptaka wodnego z rodziny alk. 
 Najważniejszy mieszkaniec wysp ptasich na północnym Atlantyku, Pacyfiku i Oceanie Lodowatym. Uria aalge aalge – gnieździ się na Islandii,we wschodniej Kanadzie, na Grenlandii, Wyspach Owczych, Szetlandach i Orkanach oraz południowej Norwegii  i na wybrzeżach Bałtyku.. Zimuje w północno-wschodniej części USA , głównie w Maine  oraz na północnym wybrzeżu Hiszpanii. Nie budują gniazd – lęgnie się na skalistych, urwistych wybrzeżach morskich oraz wyspach, jaja składają na nagiej skale, na przewieszkach. Tworzą kolonie, które liczyć mogą nawet 100 000 osobników. Poza okresem lęgowym pełne morze.

Ptak ten to znakomity lotnik, nurek i pływak.

   Maskonur zwyczajny (Fratercula arctica) – jest średniej wielkości ptakiem z rodziny alk. Zamieszkuje wyspy oraz wybrzeża północnego i środkowego Atlantyku. Występuje na północnoatlantyckim wybrzeżu Ameryki Północnej, Islandii, Grenlandii , Wyspach Owczych, Svalbardzie, Nowej Ziemi, Danii, Irlandii, Estonii,  oraz atlantyckim wybrzeżu Półwyspu Skandynawskiego i Wyspach Brytyjskich, jak również w Stanach Zjednoczonych. We Francji spotkać go można tylko na wybrzeżach bretońskich. Część wędrownych populacji dolatuje na zimowiska nad zachodnią część Morza Śródziemnego. Poza okresem lęgowym spotkać go też można na otwartym morzu okolic północno-zachodniej Afryki.
  Upierzenie dorosłych ptaków przypomina pingwiny, które prowadzą podobny tryb życia związany z morzem i wybrzeżami. Jednak w naturalnym środowisku ptaki te się nie spotykają - maskonury żyją na północnej półkuli, pingwiny tylko na południowej. Jako ptak morski występuje głównie na pełnym morzu, w okresie lęgowym na płaskich bądź skalistych wybrzeżach. Szczególnie preferuje wyspy z bogatą warstwą torfowej gleby.
Maskonur uważany jest przez ludy północne za pośmiertną postać marynarzy i rybaków, którzy zginęli na morzu.

Fulmar zwyczajny (Fulmarus glacialis) w gnieździe.


  Fulmar zwyczajny, fulmar, petrel (Fulmarus glacialis) – gatunek dużego ptaka morskiego z rodziny burzykowatych, zamieszkujący północny Atlantyk i Pacyfik. Jest doskonałym lotnikiem - często i długo szybuje krążąc nad powierzchnią wody bez poruszania skrzydłami. Potrafi przez cały dzień wykonywać powietrzne akrobacje, a na ląd wraca tylko w nocy i w okresie gniazdowania. Jest to też ptak wędrowny, przylatujący jesienią i zimą do Europy Zachodniej, choć nie zapuszcza się w głąb lądu. Bardzo towarzyski o czym świadczą gniazda złożone z licznych kolonii na wysepkach i przybrzeżnych skałach, które dochodzą do 40 000 par. Gnieździ się na klifach i wysepkach, w miejscach pozbawionych drapieżników.



Wiadomości: Wikipedia
Zdjęcia: Autor
Więcej zdjęć:  https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/6035615644241150065
                            https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/5961660308103558961
                            https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/5987015822557827585


niedziela, 7 września 2014

Montañas de Anaga

Droga biegnąca do stolicy Teneryfy - Santa Cruz de Tenerife (od strony Gór Anaga)

Montañas de Anaga

   Na północno-wschodnim krańcu Teneryfy znajduje się jeden z najstarszych masywów górskich wyspy. Montañas de Anaga liczy sobie około 7-9 miliona lat i jest pochodzenia wulkanicznego.

   Teneryfa, jak i cały archipelag Wysp Kanaryjskich, jest wyspą pochodzenia wulkanicznego, której powstanie odbywało się w kilku etapach. Pierwszy szacuje się na około 30 mln lat temu w oligocenie, kiedy to z dna Atlantyku rozpoczęła wydobywać się lawa tworząc wzniesienia, na których powstały Wyspy Kanaryjskie. Kolejny okres rozpoczął się ok. 7 mln lat temu w miocenie. Ponad powierzchnię wody wystawały wówczas masywy Adeje, Anaga i Teno.

    Góry ostro wyrastają z Oceanu Atlantyckiego tworząc wysokie, strome klify. Z tego powodu jest tu niewiele naturalnych plaż, a te tu istniejące, są niewielkie i trudno dostępne. U podnóża masywu leży stolica – Santa Cruz de Tenerife oraz sąsiadująca z nim La Laguna. 


   Najwyższym szczytem jest Cruz de Taborno o wysokości 1024 m n.p.m.
 Wysokość gór ( Montañas de Anaga wzrasta do ponad 1000 metrów), ich wiek oraz erozja uczyniły, że posiadają one nieregularny i poszarpany profil, co wpływa na istniejący tu klimat i ekosystem. Ściany gór opadają gwałtownie o morza tworząc nieprzekraczalną barierę dla deszczonośnych chmur. I to jest właśnie sekret tego wyjątkowego obszaru przyrodniczego. Północna i zachodnia część półwyspu jest bardziej wilgotna i chłodniejsza, występuje tu większa ilość deszczu i mgieł co wpływa na różnorodność flory i fauny. 

Północno-zachodnia część Montañas de Anaga często tonie w chmurach i mgle. Jest tu wyraźnie wilgotniej i chłodniej.
    Południowa i wschodnia część masywu jest obszarem o wysokim stanie nasłonecznienia i małą ilością opadów.
Różnica temperatur i wilgotności pomiędzy tymi częściami masywu jest wyraźnie odczuwalna.



   Ta różnorodność klimatu tworzy bogate i zróżnicowane środowisko przyrodnicze, które mieści w sobie liczne gatunki zwierząt i roślin, ponad 120 lokalnych gatunków endemicznych, niektóre z nich bardzo rzadkie i zagrożone.

Widok ze szczytów masywu na jego zachodnią część.
   


 Na terenie Montañas de Anaga znajdują się zachowane w bardzo dobrym stanie lasy laurowe, porastające szczyty gór, oraz na wszchodnim krańcu masywu lasy jałowcowe. Północ upodobały sobie paprocie.
Nadmorskie klify w przeważającej części są porośnięte niewielką ilością roślinności.



 Miejsce to godne jest odwiedzin. Kręte, przyklejone do stromych zboczy, w dobrym stanie drogi na których jest niewielka ilość aut, olśniewające widoki, niespodziewane zmiany otoczenia, i jakiś magiczny wręcz spokój - uczynią wycieczkę w Góry Anaga czasem bardzo dobrze spędzonym.

Więcej zdjęć:   https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/5939549610641204289

sobota, 6 września 2014

Ciekawe miejsca - Kamienne kręgi - Manowo


15 metrowej średnicy krąg V, jedyny bez steli wewnątrz kręgu, i najlepiej zachowany spośród tutejszych kręgów.

Kamienne kręgi - Manowo


    Nieopodal podkoszalińskiej wsi Mostowo, w Lesie Grzybnickim ( gm. Manowo) znajduje się ciekawe historyczne miejsce. Jest nim odkryte w 1974 roku cmentarzysko i miejsce kultowe Gotów, którzy w połowie I wieku naszej ery przybyli na te tereny ze Skandynawii, i osiedlili się w tych okolicach na ponad 150 lat.

Jeden z wielu kamiennych bruków - miejsce pochówku.
    Utworzony tu w 1979r. rezerwat obejmuje teren o powierzchni 3 ha, w skład którego wchodzą liczne kamienne konstrukcje takie jak: kamienne kręgi, płaskie kamienne budowle nagrobkowe (bruki), kamienno-ziemne kurhany czy stosy ciałopalne. Przyjmuje się, że na terenie kręgów odbywały się wiece plemienne i obrządki kultowe ze stosami ciałopalnymi, a bruki i kurhany są miejscem różnego rodzaju pochówków. Kult zmarłych przodków stwarzał atmosferę miru wiecowego i skłaniał do pokojowego rozstrzygnięcia sporów i ogłaszania wyroków.  Jedna z hipotez zakłada nawet składanie ofiar z ludzi, na co ma wskazywać odkopanie w jednym z dużych kręgów szkieletu bez głowy.
Stela z jednego z największych kręgów.

   Naukowcy mają problem, w jaki sposób kamienne konstrukcje, charakterystyczne dla tradycji ludów skandynawskich znalazły się na Pomorzu. Struktura kamienia i jakość jego obróbki każe przypuszczać, że został on przeniesiony z innych terenów.  Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, iż na pomorskich pustaciach jeszcze przed końcem I wieku naszej ery pojawili się Goci - lud wywodzący się z mitycznej wyspy Skandza, skąd wyruszyli w poszukiwaniu swojej nowej ojczyzny, prawdopodobnie zmuszeni do emigracji przez wysoki przyrost naturalny, a być może także wabieni mitem potęgi i bogactwa Cesarstwa Rzymskiego. Niewykluczone, że w drodze ze Skandynawii Goci chwilowo zatrzymali się na terenie Pomorza Środkowego.












Dwa kręgi o średnicy 37,5 m są największymi spotykanymi w Europie.
  W Lesie Grzybnickim zachowało się pięć kręgów kamiennych. Każdy z nich składa się z piaszczystego koliska otoczonego głazami pionowo wkopanymi w regularnych odstępach jeden od drugiego. Pośrodku prawie każdego koliska wkopane są głazy w kształcie steli. Dwa duże kręgi mają identyczne wymiary - średnicę 37,5 m i są usytuowane obok siebie. Obwód pierwszego wyznacza 16 ustawionych pionowo w odstępach 3,5 m głazów narzutowych, otoczonych i połączonych wieńcem małych kamieni. W centrum brukowany kopczyk okolony przez 4 stele kamienne połączone w okrąg również wieńcem kamieni. Zaraz za nim podobny krąg, którego obwód wyznacza obecnie 20 głazów (dawnej było ich 33). Wysokość głazów sięga od 1,2 do 1,5 m, a w środku wznosi się pojedyncza kamienna stela otoczona u podstawy wieńcem kamieni. Trzy pozostałe kręgi są mniejsze, znajdują się w pewnym oddaleniu od siebie. Dwa z nich mają po 15 m średnicy, natomiast trzeci krąg jest jeszcze mniejszy i ma tylko 8 m średnicy.

Kurhan ziemny.
  W kręgach zostały stwierdzone ślady uczt obrzędowych oraz pozostałości ceremonii rytualnych, związanych z ciałopaleniem i chowaniem prochów zmarłych.









 Miejsce to jest godne zwiedzenia. Na stosunkowo niewielkim obszarze możemy zobaczyć: 5 kamiennych kręgów, 2 kurhany kamienno -ziemne, 35 płaskich kamiennych budowli nagrobkowych( bruki), 6 stosów ciałopalnych, 2 trójkątne obiekty kamienne o charakterze kulturowym.

           
                     

  Ciekawostką może być to, iż radiesteci w kręgach wykryli (podobno) działanie sił energetycznych tak o dobrym , jak i złym działaniu.  
Twierdzą oni, że kamienie spod Grzybnicy pulsują ciepłem, światłem i szczególnym rodzajem siły magnetycznej. Unosi się tam też silne promieniowanie, które zakłóca pracę urządzeń elektromagnetycznych, a niekiedy przestawia wskazówki zegarków. Nie sposób używać tu kompasu, a bywa, że ludzie pozostający nieco dłużej w tym miejscu miewają zakłócenia równowagi, a nawet jaźni.











Źródła: www.manowo.pl
            www.astra28.eu
            źródła własne
Zdjęcia : Autor
Więcej zdjęć:   https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/6052391807694420353

sobota, 12 lipca 2014

Klambragil



Klambragil


    Około 3,2 km na północ od miasta Hveragerdi, w południowo-zachodniej Islandii, idąc Doliną Reykjadalur, na samym jej końcu znajduje się niewielki, ale atrakcyjny turystycznie zakątek. Jest nim mały park geotermalny zwany Klambragil.

 
   Na niedużej przestrzeni rozrzuconych jest tu wiele fumaroli, gorących źródeł i błot, małych gejzerów i strumieni z ciepłą i zimną wodą. Niemal zewsząd biją kłęby przegrzanej pary. 

 
Różnorodność związków chemicznych wydobywających się z ziemi, wraz z wodą i błotem, które odkładają się w ich bezpośredniej bliskości czynią godną podziwu paletę barw. Od bieli, poprzez żółcie, czerwienie, brązy, czy odcienie niebieskiego i fioletowego. Wszystkiego dopełniają zielenie porastających je glonów, traw, mchów i innych roślin lubiących wilgoć.

 
 
    Ciekawostką może być to, iż mimo łatwego doń dostępu, miejsce to jest prawie nie odwiedzane przez turystów.
Większość przybywających do Doliny Reykjadalur skupia się na jednej z największych atrakcji na Islandii - "gorącej rzece", w której można zażyć niezwykle kojącej kąpieli na niczym nie skalanym łonie natury, a która jeszcze nie jest masowo oblegana przez przyjezdnych i tubylców.

Na samym końcu Doliny Reykjadalur, jak również niemal w samym rogu Klambragil znajduje się schowany za skalną ścianą, wcięty w nią niewysoki, ale bardzo urokliwy wodospad ( niestety nie znam nazwy). Podchodząc bliżej można zauważyć małe otwory w ścianach z których wypływa gorąca woda, z innych zaś wydobywa się para.














Klambragil, Dolina Reykjadalur, jak i płynąca przez nią rzeka oraz otaczające je wzgórza, należą do systemu wulkanicznego  Hengill, który uznawany jest za wciąż aktywny.









sobota, 21 czerwca 2014

Hekla II


     O wulkanie Hekla miałem już przyjemność pisać w jednym z wcześniejszych artykułów na tym blogu (pt: "Hekla"). Zamieściłem tam też relacje z wejścia na niego, jakie miało miejsce 21.03.13 w dość skrajnych warunkach pogodowych. Wówczas droga na szczyt prowadziła po jego północno zachodniej stronie. 

    W kwietniu 2014, a dokładniej w jego 26 dniu, wraz z kolegą Bartkiem (prowadzącym niezwykle ciekawy blog poświęcony wulkanom wszelkiego typu -"Wulkany Świata") wybraliśmy się na ten najwyższy i jeden z groźniejszych islandzkich wulkanów. Miał on być ukoronowaniem, taką wisienką na torcie, krótkiego pobytu Bartka na Islandii. Zaplanowane były dwa terminy, jako że pogoda zmienną jest, i tu potrafi być bardzo zmienna.

O rezygnacji z pierwszego terminu zadecydował deszcz. Marsz w takich warunkach nie należałby ani do rozsądnych czy łatwych, ani do przyjemnych. Kolejna data (dwa dni później) była strzałem w 10. Bezwietrzna pogoda, w miarę ciepła,  niebo prawie bezchmurne. Niemal idealnie. 
Górę postanowiłem zaatakować od strony północno zachodniej, dłuższej od poprzedniej, ale łagodniejszej. Dla Bartka to nie miało żadnego znaczenia, gdyż był tu pierwszy raz i liczyło się wejście, niż strona jaką je dokonamy.

   Otaczająca nas pustka i cisza , dawała do myślenia jacy jesteśmy mali i bezbronni w otaczającym nas świecie. 
   Przejście kilkukilometrowego odcinka czarnej, żużlowej pustyni, nieco rozmiękłej po odpuszczeniu mrozu dała się nieco w kość - nie takiej rozgrzewki oczekiwaliśmy. 
Po drodze mieliśmy okazję minąć kilka małych , ale ciekawych stożków i kraterów. Przejście przez pole ostrej i poszarpanej lawy nie było zbyt trudne. Tu, w przeciwieństwie do poprzedniej wyprawy, przejście pomiędzy ostrymi, wysokimi słupami i ścianami lawy było o tyle łatwiejsze, że były one zasypane żużlem na dość dużą wysokość. Jedynym utrudnieniem były nieduże place śniegu przykrywającego niejednokrotnie głębokie szczeliny i doły. 
Nagłe wpadnięcia w nie całą nogą, nie należały do przyjemnych. Całe szczęście bez szkód własnych.

   Bezwietrzna pogoda i słońce sprawiały wrażenie bardzo wysokiej temperatury. Na tyle wysokiej, że śnieg stawał się ciężki do marszu.  Kaszowaty, głęboki i mokry utrudniał jego pokonywanie, a dodatkowe dość mocne tempo szybko wyssały z nas siły. Niemniej nie należało się tym przejmować. Po przejściu pola ostrej lawy , doszliśmy wreszcie do punktu gdzie zaczęło się z początku lekkie, ale już - podejście pod górę. 

Morze lawy i żużlu. Mała Hekla  i jej najbliższe otoczenie.
   Ze wzrostem wysokości widoki stawały się coraz lepsze. Niesamowita widoczność pozwalała na oglądanie oddalonych o dziesiątki km miejsc.
Widoczne z Hekli Landmannalaugar tonie pod warstwą śniegu.
Świetna widoczność pozwalała podziwiać także Landmannalaugar przykryty śniegiem, jak i Eyjafiallajokull. Widoczny był również archipelag Vestmannaeyar. Krótko mówiąc - wejście tego dnia było ze względów widokowych idealną decyzją. Fakt - miękki i głęboki śnieg nie ułatwiał marszu, za duże tempo i za mało przerw podczas podejścia odbiły się na kondycji. Ale najważniejszy cel wyprawy został wkrótce osiągnięty.


   Po drodze mieliśmy okazję minąć kilka bajecznie ośnieżonych wierzchołków Hekli (jako że nie posiada ona jednego, centralnego szczytu czy krateru, gdyż jest to wulkan szczelinowy, i takowych posiada na sobie kilka)


    Po pięciu godzinach marszu wreszcie dotarliśmy na szczyt - ten najwyższy, i raczej oficjalny. I tu pewne zaskoczenie - szczyt praktycznie nie był przykryty śniegiem. Ten zalegał po jego bokach, lecz w centralnej, najwyższej jego części zastąpiła go para i gazy wydobywające się spod miękkiego żużlu.













   Kilkanaście minut na szczycie, zdjęcia na pamiątkę, oglądanie widoków, szybkie przegryzienie czegokolwiek i mimo wielkiego zmęczenia czas na powrót do samochodu.
 Szczęśliwie dla nas temperatura nieco się obniżyła, więc marsz mógł być nieco łatwiejszy, ale niestety jeszcze nie spadła na tyle by można było to znacząco odczuć. Zmęczone nogi nie chciały już dalej iść.
Niemniej widoki dalej zachwycały, a pogoda pozwalała spokojnie pokonywać kolejne kilometry.

    Od dłuższego czasu wulkan grozi swym przebudzeniem, Częste wstrząsy, emisje gazów na szczycie, informacje w mediach o możliwości erupcji, dawały pewien zastrzyk adrenaliny i niepewności. Ale jeśli nie ma ryzyka, nie ma przyjemności. Hekla zdobyta po raz drugi , w skrajnych niemal warunkach w porównaniu z poprzednim wejściem (nadmiar ciepła i bezwietrzna pogoda). 

Więcej zdjęć:  https://plus.google.com/u/0/photos/108677385925297275633/albums/6025879739831136449